Manuel Zorrilla – twórca łączący malarstwo, rzeźbę i rysunek

Manuel Zorrilla był artystą wszechstronnym: malarzem, rzeźbiarzem i rysownikiem związanym z Argentyną, którego twórczość rozwijała się na styku kilku dziedzin sztuki wizualnej. Pracował zarówno w obrazie, jak i w formie przestrzennej, a jego dorobek pokazuje, jak naturalnie potrafił przechodzić między różnymi środkami wyrazu. To jeden z tych twórców, których warto przypominać nie tylko przy okazji muzealnych zestawień, ale też wtedy, gdy kalendarz podsuwa dobrą okazję, by jeszcze raz spojrzeć na ich miejsce w historii sztuki XX i XXI wieku.

Dziś przypada rocznica urodzin Manuela Zorrilli, argentyńskiego artysty urodzonego 26 kwietnia 1928 roku. W takich momentach szczególnie widać, jak ważna była konsekwencja jego pracy i szerokość zainteresowań plastycznych. Nie ograniczał się do jednej techniki ani do jednego sposobu opowiadania o świecie. Jego działalność obejmowała malarstwo, rzeźbę i rysunek, a więc trzy obszary, które wymagają innego myślenia o formie, materiale, geście i kompozycji.

W przypadku artystów działających równolegle w kilku mediach zawsze interesujące jest to, jak poszczególne doświadczenia przenikają się w praktyce twórczej. U Zorrilli można myśleć o tym właśnie w ten sposób: jak o artyście, który nie zamykał się w jednej definicji. Malarstwo pozwalało mu operować kolorem, rytmem i płaszczyzną, rzeźba otwierała przestrzeń, ciężar i materialność, a rysunek pozostawał zapewne najbardziej bezpośrednim zapisem obserwacji, pomysłu i ręki artysty. Taka wielotorowość nie jest tylko biograficzną ciekawostką. To często najlepszy klucz do zrozumienia twórcy, bo pokazuje, że jego myślenie o sztuce było szersze niż pojedyncza technika.

Argentyńska scena artystyczna XX wieku rozwijała się w dynamicznym rytmie, łącząc wpływy europejskie z lokalną wrażliwością i własnymi doświadczeniami kulturowymi. Twórcy tacy jak Manuel Zorrilla funkcjonowali w rzeczywistości, w której sztuka musiała stale odnajdywać własny język pomiędzy tradycją akademicką, nowoczesnością i potrzebą indywidualnego gestu. Dla malarza, rzeźbiarza i rysownika oznaczało to ciągłe poszukiwanie: nie tylko tematu, ale też formy, która najlepiej uniesie znaczenie pracy.

Warto zwrócić uwagę na samą definicję jego dorobku, zapisaną w kilku prostych słowach: peintre, sculpteur et dessinateur. To krótkie określenie mówi bardzo dużo. Nie przedstawia Zorrilli wyłącznie jako autora obrazów ani wyłącznie jako rzeźbiarza. Pokazuje go jako twórcę kompletnego, obecnego w kilku obszarach sztuki jednocześnie. Tego typu artystyczna rozpiętość bywa wynikiem nieustannej ciekawości i potrzeby eksperymentowania. Każda z tych dziedzin stawia przecież inne wymagania, każda domaga się osobnej dyscypliny, a jednocześnie każda może wzmacniać pozostałe.

Rysunek jest często punktem wyjścia dla innych praktyk artystycznych. To w nim najłatwiej uchwycić pierwszą myśl, szkic układu, napięcie między liniami, relację światła i cienia. Jeśli artysta równolegle zajmuje się rzeźbą, rysunek może stać się sposobem budowania przestrzeni na papierze jeszcze przed przełożeniem jej na materię. Jeśli maluje, może być laboratorium kompozycji i skrótu. W przypadku Zorrilli ten potrójny profil twórczy sugeruje właśnie taką wymianę doświadczeń: między płaszczyzną i bryłą, między gestem szybkim i gestem dopracowanym, między studium i dziełem gotowym.

Rzeźba z kolei wymaga od artysty szczególnej relacji z materiałem. Tam nie wystarczy sam obraz idei; trzeba jeszcze uwzględnić opór tworzywa, skalę, ciężar, fakturę, a także to, jak obiekt funkcjonuje w otoczeniu. Twórca, który jednocześnie maluje i rysuje, wnosi do rzeźby inne spojrzenie: może bardziej linearną wrażliwość, większe wyczulenie na kontur, rytm i układ płaszczyzn. Odwrotnie działa to podobnie interesująco. Doświadczenie rzeźbiarskie zwykle wpływa na malarstwo, nadając mu większą świadomość konstrukcji, masy i przestrzenności.

Takie łączenie dyscyplin sprawia, że dorobek artysty staje się bardziej złożony, ale też bardziej żywy. Odbiorca nie ma do czynienia z jedną zamkniętą formułą, lecz z procesem, w którym kolejne medium otwiera następne możliwości. Manuel Zorrilla należy właśnie do grona twórców, których biografie przypominają, że sztuka nie zawsze rozwija się liniowo. Często jest raczej siecią wzajemnych wpływów: szkic prowadzi do obrazu, obraz do obiektu, obiekt do nowego sposobu patrzenia na rysunek.

Rocznica urodzin to dobra okazja, by spojrzeć na taką drogę bez uproszczeń. Nie trzeba budować wokół niej wielkich deklaracji. Wystarczy zauważyć, że za lapidarną notą biograficzną kryje się wieloletnia praktyka, codzienna praca i konsekwencja człowieka, który posługiwał się różnymi językami sztuki. Malarstwo, rzeźba i rysunek to nie trzy przypadkowe etykiety, ale trzy obszary wymagające odrębnych kompetencji. Fakt, że Manuel Zorrilla był obecny we wszystkich, sam w sobie zasługuje na uwagę.

Wspominając dziś jego urodziny, można też pomyśleć o tym, jak bardzo potrzebne są takie przypomnienia. Kalendarz bywa prostym narzędziem, ale czasem właśnie dzięki niemu wracają nazwiska, które nie zawsze są obecne w codziennym obiegu. A przecież historia sztuki nie składa się wyłącznie z kilku najbardziej rozpoznawalnych postaci. Tworzą ją również artyści pracujący konsekwentnie, wielowymiarowo, z własnym tempem i własnym sposobem budowania formy. Manuel Zorrilla należy do tej właśnie kategorii twórców, których warto mieć w polu widzenia, gdy myślimy o sztuce argentyńskiej i o artystach przekraczających granice jednej specjalizacji.

Jego biogram pokazuje coś jeszcze: że sztuka może być przestrzenią równoczesności. Można myśleć obrazem, bryłą i linią naraz. Można rozwijać wrażliwość, która nie uznaje ostrych podziałów między tym, co narysowane, namalowane i wyrzeźbione. Dla odbiorcy to cenna perspektywa, bo pozwala spojrzeć na twórczość nie jak na zestaw osobnych kategorii, lecz jak na spójny sposób widzenia świata. Właśnie dlatego rocznica urodzin Manuela Zorrilli jest dobrym momentem, by przypomnieć sobie o artyście, który poruszał się między mediami z naturalnością i twórczą swobodą.

(fot. Wikipedia) #ManuelZorrilla