Stanisław Ignacy Witkiewicz – twórca przekraczający granice sztuki
Stanisław Ignacy Witkiewicz był jednym z najbardziej niepokornych i wielowymiarowych twórców w historii polskiej kultury. Pisarz, dramaturg, malarz, filozof, fotograf, teoretyk sztuki – trudno wskazać dziedzinę, w której nie zostawił wyraźnego, często prowokacyjnego śladu. Funkcjonował pod pseudonimem Witkacy i pod tym nazwiskiem stał się postacią niemal legendarną: ekscentrykiem, wizjonerem, artystą wyprzedzającym swoją epokę, a jednocześnie uważnym diagnostą społeczeństwa XX wieku. Jego twórczość wymyka się prostym klasyfikacjom – balansuje między groteską, katastrofizmem, absurdem i bezlitosną analizą mechanizmów władzy oraz ludzkiej psychiki.
Urodził się 24 lutego 1885 roku w Warszawie. Był synem Stanisława Witkiewicza, znanego malarza i architekta, twórcy stylu zakopiańskiego. Dorastał w atmosferze artystycznej swobody, ale też intelektualnej dyscypliny. Edukowany głównie w domu, od wczesnych lat obracał się w kręgu twórców i myślicieli Młodej Polski. Ta nietypowa, intensywna formacja wpłynęła na jego późniejszą bezkompromisowość i przekonanie, że sztuka powinna być autonomiczna wobec polityki, moralności czy doraźnych mód.
Jako dramatopisarz stworzył jeden z najbardziej oryginalnych teatrów XX wieku. „Szewcy”, „Matka”, „W małym dworku”, „Oni” czy „Wariat i zakonnica” do dziś brzmią zaskakująco aktualnie. Witkacy burzył iluzję scenicznej rzeczywistości, rozbijał logiczną konstrukcję dramatu, wprowadzał postaci przerysowane, groteskowe, a jednocześnie przerażająco prawdziwe. Jego koncepcja Czystej Formy zakładała, że dzieło sztuki nie powinno być prostym odzwierciedleniem świata, lecz autonomiczną konstrukcją wywołującą w widzu metafizyczny niepokój. Nie interesowała go sztuka jako dekoracja rzeczywistości – miała ona wstrząsać i demaskować.
W prozie pozostawił po sobie powieści równie bezkompromisowe. „Pożegnanie jesieni” i „Nienasycenie” to literackie laboratoria, w których badał procesy rozpadu jednostki w świecie podporządkowanym ideologiom, technice i masowości. Szczególnie „Nienasycenie” – z wizją totalitarnego społeczeństwa poddanego duchowej uniformizacji – bywa dziś odczytywane jako przenikliwa zapowiedź doświadczeń XX wieku. Witkacy nie tworzył jednak prostych politycznych alegorii; interesowała go kondycja człowieka w świecie, w którym zanika poczucie wyjątkowości istnienia.
Równolegle intensywnie malował. Jego pastelowe portrety, tworzone często w ramach „Firmy Portretowej S.I. Witkiewicz”, były nie tylko źródłem utrzymania, ale i polem artystycznych eksperymentów. Klient mógł wybrać „typ” portretu, od bardziej realistycznego po całkowicie zdeformowany, z adnotacjami dotyczącymi nastroju czy używek towarzyszących pracy. Witkacy traktował portret jak zapis napięć psychicznych modela, próbę uchwycenia tego, co ukryte pod powierzchnią twarzy.
Jego życie osobiste było równie intensywne i niejednoznaczne jak twórczość. Przyjaźnił się i polemizował z najważniejszymi postaciami swojej epoki, m.in. z Bronisławem Malinowskim czy Tadeuszem Boyem-Żeleńskim. Doświadczenie samobójczej śmierci narzeczonej, podróż do Australii i Nowej Gwinei, udział w I wojnie światowej – wszystko to pozostawiło ślad w jego myśleniu o kulturze i cywilizacji. W swoich pismach filozoficznych i estetycznych formułował katastroficzne wizje przyszłości, przewidując triumf masowości i zanik indywidualizmu.
Zginął w 1939 roku, w pierwszych dniach II wojny światowej. Jego śmierć stała się jednym z najbardziej symbolicznych gestów w historii polskiej kultury XX wieku – dramatycznym domknięciem biografii artysty, który całe życie analizował procesy rozpadu świata, jaki znał.
Dziś Witkacy pozostaje twórcą niepokojącym i inspirującym. Jego dramaty regularnie wracają na sceny teatralne, powieści są wznawiane, a portrety osiągają wysokie ceny na aukcjach. Nie daje się sprowadzić do szkolnego kanonu ani łatwej etykiety „ekscentryka z Zakopanego”. Wciąż prowokuje do pytań o granice sztuki, o miejsce jednostki w społeczeństwie i o to, czy nowoczesność rzeczywiście przynosi wyzwolenie, czy raczej nowe formy zniewolenia. (fot. Wikipedia)
#StanisławIgnacyWitkiewicz