Hedi Slimane – rewolucjonista męskiej mody i wizualnej narracji

Hedi Slimane należy do tych projektantów, którzy potrafili wyraźnie zmienić sposób myślenia o modzie męskiej, a przy okazji mocno wpłynęli także na modę damską i wizualny język współczesnych marek luksusowych. Jako francuski projektant i fotograf od lat porusza się na styku ubioru, muzyki, wizerunku i kultury młodzieżowej. Jego estetyka bywa opisywana jako surowa, szczupła, rockowa i celowo zdystansowana, ale za tym zestawem skojarzeń stoi bardzo konkretna rewolucja: nowe proporcje sylwetki, inny sposób budowania pożądania wokół ubrań i umiejętność zamieniania mody w opowieść o stylu życia.

Rocznica urodzin Hedi’ego Slimane’a to dobra okazja, by przypomnieć postać urodzoną 5 lipca 1968 roku w Paryżu. Zanim na dobre wszedł do ścisłej czołówki świata mody, studiował historię sztuki, a fotografia interesowała go od młodości. Ten podwójny punkt wyjścia — projektowanie i obraz — wiele mówi o jego późniejszej pracy. Slimane nigdy nie ograniczał się wyłącznie do tworzenia kolekcji; równie ważne było dla niego to, jak moda zostaje sfotografowana, opowiedziana i osadzona w określonym klimacie kulturowym.

Szeroką rozpoznawalność przyniosła mu praca dla Yves Saint Laurent, a później przede wszystkim dla Dior Homme, gdzie na początku XXI wieku zdefiniował sylwetkę, która stała się jednym z najważniejszych wizualnych znaków mody tamtego czasu. Wąskie marynarki, bardzo szczupłe spodnie, wydłużona linia ciała, ciemna kolorystyka i pozorna prostota stworzyły nowy model męskiej elegancji. Nie chodziło tylko o ubrania, ale o kompletny kod estetyczny. Slimane zaproponował modę, która czerpała z rocka, klubów, sceny indie i ulicznej nonszalancji, a jednocześnie trafiała do luksusowych butików i na okładki magazynów.

Wpływ tej zmiany wykraczał daleko poza wybieg. To właśnie dzięki niemu szczupła, niemal ascetyczna sylwetka stała się przez pewien czas punktem odniesienia dla bardzo wielu marek, stylistów i klientów. W jego projektach formalność nie znikała, ale była odchudzona z ozdobności, uproszczona i nasycona energią subkultur. Dla jednych było to odświeżenie mody męskiej, dla innych wręcz przewrót. Warto pamiętać, że jego wizja oddziaływała także na muzyków i artystów scenicznych, którzy szybko odnaleźli w niej sposób na budowanie własnego publicznego wizerunku.

Kolejnym ważnym etapem była praca dla Saint Laurent, gdzie Slimane objął funkcję dyrektora kreatywnego i zdecydował się nawet na zmianę nazwy linii prêt-à-porter na Saint Laurent Paris, nawiązując do historycznej tradycji domu mody, ale jednocześnie sygnalizując własne otwarcie nowego rozdziału. Jego kadencja wzbudzała wiele dyskusji, bo bardzo konsekwentnie przesunął markę w stronę estetyki rockowej, nocnej, gitarowej, szczupłej i ostentacyjnie chłodnej. Jedni widzieli w tym zerwanie z częścią dawnego dziedzictwa, inni skuteczne przywrócenie marce wyrazistości i rynkowej energii. Trudno jednak zaprzeczyć, że potrafił zbudować natychmiast rozpoznawalny świat wizualny.

W tym świecie ogromne znaczenie miała fotografia. Slimane przez lata dokumentował scenę muzyczną, młodych artystów, środowiska alternatywne i ludzi funkcjonujących poza grzecznym środkiem mainstreamu. Jego zdjęcia nie są tylko dodatkiem do pracy projektanta. To osobna część jego twórczości, dzięki której można lepiej zrozumieć, skąd biorą się jego modowe decyzje. Interesuje go napięcie między glamour a zwyczajnością, między luksusem a spontanicznością, między perfekcyjnie skrojoną kurtką a niepozowanym gestem osoby stojącej pod klubem czy na zapleczu koncertu.

W 2018 roku objął kierownictwo artystyczne Celine, co znów wywołało silne reakcje. Zmiany dotyczyły nie tylko samych kolekcji, ale też identyfikacji wizualnej marki i sposobu jej prezentowania. Slimane po raz kolejny pokazał, że nie interesuje go zarządzanie cudzym stylem w trybie zachowawczym. Woli przebudowywać, porządkować po swojemu i narzucać rozpoznawalną estetykę, nawet jeśli oznacza to spory wśród krytyków i odbiorców. Taka metoda sprawia, że jego kolejne etapy kariery są zazwyczaj czymś więcej niż zmianą stanowiska — stają się testem tego, jak daleko można przesunąć tożsamość znanej marki.

W rozmowach o Hediem Slimanie często wraca pytanie o jego wpływ. Odpowiedź nie sprowadza się do listy stanowisk i kolekcji. Jego znaczenie polega również na tym, że bardzo wcześnie zrozumiał współczesną modę jako całość: ubranie, obraz, casting, muzykę, scenografię, kampanię, aurę i dystans. Potrafił tworzyć rzeczy pożądane nie tylko dlatego, że były dobrze uszyte, ale dlatego, że wydawały się częścią większego świata, do którego odbiorca chciał mieć dostęp. W epoce marek budowanych równie mocno przez media i narrację jak przez sam produkt, okazał się jednym z najbardziej wpływowych architektów takiego podejścia.

Jego estetyka nie zawsze spotykała się z jednomyślnym zachwytem i właśnie to czyni ją interesującą. Nie projektował po to, by wszystkim się podobać. Wiele jego decyzji miało charakter wyraźnego gestu: zawężenie proporcji, ograniczenie dekoracyjności, przesunięcie luksusu w stronę chłodu, młodości i muzycznej energii. Niezależnie od ocen pozostaje twórcą, który odcisnął mocny ślad na modzie ostatnich dekad i pokazał, że projektant może jednocześnie pełnić rolę reżysera obrazu, kronikarza sceny i autora kompletnej estetycznej tożsamości.

(fot. Wikipedia) #HediSlimane