Stephen De Staebler – monumentalna kruchość rzeźby człowieka
Stephen De Staebler należał do tych rzeźbiarzy, którzy potrafili połączyć monumentalność formy z kruchością materii. Jego prace – masywne, często fragmentaryczne postacie ludzkie – sprawiają wrażenie zarówno surowych, jak i pełnych skupionej ekspresji. Amerykański artysta przez dekady budował własny, rozpoznawalny język rzeźbiarski, operując przede wszystkim terakotą, brązem i drewnem. Interesowała go kondycja człowieka – nie w dosłownym, realistycznym odwzorowaniu, lecz w formie szczątkowej, poranionej, czasem jakby wydobytej z ziemi.
Dziś przypada rocznica urodzin Stephena De Staeblera, który przyszedł na świat 24 marca 1933 roku w Webster Groves w stanie Missouri. Studiował na Princeton University, a następnie kontynuował edukację artystyczną w University of California w Berkeley, z którym był związany przez znaczną część swojej kariery – nie tylko jako twórca, ale także jako wykładowca i mentor dla kolejnych pokoleń artystów.
De Staebler dojrzewał artystycznie w czasie, gdy rzeźba amerykańska przechodziła intensywne przemiany. Minimalizm, abstrakcja i eksperymenty materiałowe wyznaczały nowe kierunki, jednak on obrał drogę osobną. Choć jego prace bywały oszczędne formalnie, nigdy nie były chłodne. Fragment ciała – tors bez ramion, nogi bez tułowia, sylwetka pozbawiona głowy – nie był w jego twórczości formalnym zabiegiem, lecz sposobem mówienia o ludzkiej egzystencji: o zmaganiu, kruchości, samotności, ale też o trwaniu.
Charakterystyczne dla niego figury wydają się jednocześnie antyczne i współczesne. Krytycy często zestawiali jego dorobek z tradycją rzeźby śródziemnomorskiej czy sztuki etruskiej – ze względu na monumentalne uproszczenie formy i skupienie na pionowej, zwartej bryle. Jednocześnie powierzchnia jego prac, zwłaszcza terakotowych, zachowuje ślady ręki, pęknięcia, nierówności. Nie ma tu gładkiego idealizowania ciała; jest materia, która „pracuje”, osuwa się, nosi ślady wypału i czasu.
W latach 70. i 80. De Staebler tworzył również rzeźby w przestrzeni publicznej. Jego realizacje można znaleźć m.in. w Kalifornii, gdzie funkcjonują w otwartym krajobrazie – wśród architektury, światła i zmieniającej się pogody. Monumentalne figury, pozbawione detalu twarzy czy kończyn, nie dominują otoczenia agresywnie. Raczej wchodzą z nim w dialog, przypominając milczących świadków codzienności.
Jako pedagog był ceniony za umiejętność podtrzymywania indywidualności studentów. Nie narzucał estetycznych rozwiązań, lecz zachęcał do cierpliwego poszukiwania własnego języka. W jego podejściu do nauczania widoczna była ta sama koncentracja, którą można odnaleźć w rzeźbach – skupienie na procesie, na relacji między artystą a materiałem, na powolnym dochodzeniu do formy.
Twórczość De Staeblera znajduje się w kolekcjach najważniejszych amerykańskich instytucji, w tym Museum of Modern Art w Nowym Jorku czy Smithsonian American Art Museum. Choć nie był artystą medialnym ani skłonnym do manifestów, jego prace konsekwentnie budowały silną, rozpoznawalną obecność w świecie sztuki. Operował ograniczonym repertuarem motywów, ale w jego obrębie osiągnął niezwykłą intensywność wyrazu.
W rzeźbach Stephena De Staeblera nie ma dekoracyjności ani łatwego efektu. Jest za to ciężar materii i skupienie na człowieku – nie jako bohaterze pomnika, lecz jako istocie niekompletnej, poruszającej się między siłą a podatnością na zranienie. Ta powściągliwość okazała się jedną z największych sił jego sztuki.
(fot. Wikipedia)
#StephenDeStaebler