Carel Fabritius – mistrz światła i przestrzeni w malarstwie holenderskim

Carel Fabritius to jeden z tych malarzy XVII wieku, których nazwisko pojawia się zawsze obok Rembrandta i Vermeera, choć jego dorobek był znacznie skromniejszy objętościowo. Należał do najciekawszych artystów tzw. złotego wieku malarstwa holenderskiego, a jego obrazy – nieliczne, lecz wyraziste – do dziś zaskakują świeżością spojrzenia. Uczeń Rembrandta, a później mistrz, który wypracował własny styl, łączący zamiłowanie do światłocienia z niezwykłym wyczuciem przestrzeni i perspektywy, wyraźnie odróżniał się od swojego nauczyciela. Wystarczy spojrzeć na „Szczygła”, by zrozumieć, jak bardzo interesowało go światło dzienne, jasne tło i iluzja realnej obecności przedstawionego obiektu.

27 lutego 1622 roku – to data urodzin Carela Fabritiusa, której rocznica przypada właśnie dziś. Artysta przyszedł na świat w Middenbeemster w północnej Holandii jako syn nauczyciela i amatora malarstwa. Początkowo pracował jako cieśla (stąd nazwisko „Fabritius”, wywodzące się od łacińskiego *faber* – rzemieślnik), dopiero później w pełni poświęcił się sztuce. Około 1641 roku trafił do pracowni Rembrandta w Amsterdamie. Wczesne prace Fabritiusa noszą wyraźne ślady wpływu mistrza – ciemne tła, dramatyczne oświetlenie, skupienie na psychologii postaci. Z czasem jednak jego malarstwo zaczęło ewoluować w stronę jaśniejszej palety i większego zainteresowania iluzją przestrzeni.

Przeprowadzka do Delft okazała się przełomowa. To tam Fabritius stworzył swoje najbardziej znane dzieła i stał się jednym z kluczowych przedstawicieli lokalnego środowiska artystycznego. Eksperymentował z perspektivą i efektami optycznymi, co wpisywało się w szersze zainteresowanie XVII-wiecznych Niderlandów nauką, optyką i obserwacją świata. W jego obrazach czuje się uważność – detale nie są przypadkowe, światło nie tylko modeluje formę, ale buduje przestrzeń i nastrój.

„Szczygieł” z 1654 roku, dziś znajdujący się w Mauritshuis w Hadze, to przykład dzieła kameralnego, a zarazem niezwykle sugestywnego. Niewielki ptak przytwierdzony do metalowego uchwytu na jasnym tle staje się niemal trójwymiarową obecnością. Malarz osiągnął efekt, który sprawia, że widz ma wrażenie, jakby ptak znajdował się tuż przed nim. To właśnie w takich pracach widać jego dążenie do przekraczania granicy między obrazem a rzeczywistością.

Życie Fabritiusa zostało nagle przerwane w 1654 roku w wyniku wybuchu prochowni w Delft – katastrofy, która zniszczyła znaczną część miasta. Wraz z nim bezpowrotnie przepadła duża część jego dorobku. To między innymi dlatego jego twórczość znamy dziś fragmentarycznie, a każde zachowane dzieło ma tak dużą wagę dla badaczy sztuki i miłośników malarstwa.

Choć pozostawił po sobie niewiele obrazów, wpływ Fabritiusa na rozwój malarstwa w Delft i na późniejszych artystów, w tym Jana Vermeera, jest nie do przecenienia. Jego odejście od rembrandtowskiego mroku w stronę światła i klarownej przestrzeni zapowiadało nowy sposób myślenia o obrazie – bardziej otwarty, bliższy codziennemu doświadczeniu widza. Właśnie ta umiejętność łączenia technicznej precyzji z prostotą tematu sprawia, że twórczość Carela Fabritiusa pozostaje żywa i inspirująca także dziś.

(fot. Wikipedia)
#CarelFabritius