Dieter Roth – mistrz eksperymentu w nieprzewidywalnej sztuce

Dieter Roth był artystą, który z uporem komplikował rzeczy proste i upraszczał to, co w sztuce bywa nadmiernie nadęte. Niemiecko‑szwajcarski ilustrator, rzeźbiarz, twórca książek artystycznych, performer i eksperymentator – wymykał się jednoznacznym klasyfikacjom. Pracował między grafiką, rzeźbą, instalacją i literaturą, traktując każdą z tych dziedzin jak otwarte pole do testowania granic materiału, języka i cierpliwości odbiorcy. Był związany z ruchem Fluxus, choć nigdy nie dał się w nim zamknąć. Interesował go proces, rozpad, przemiana, a także błąd – rozumiany nie jako wypadek, lecz jako równoprawny element twórczości.

Urodził się 21 kwietnia 1930 roku w Hanowerze, dlatego właśnie dziś przypada rocznica jego urodzin. Dzieciństwo naznaczone wojną i emigracją do Szwajcarii odcisnęło na nim wyraźne piętno. Studiował grafikę użytkową w Bernie, początkowo projektował książki i zajmował się typografią. Szybko jednak wyszedł poza ramy użytkowości. Książka przestała być dla niego jedynie nośnikiem tekstu – stała się obiektem, rzeźbą, przestrzenią ingerencji. Ciął ją, dziurawił, przetwarzał, powielał, pozwalał jej się starzeć i niszczeć.

Jednym z najbardziej charakterystycznych wątków jego twórczości było wykorzystywanie nietrwałych materiałów organicznych. Czekolada, karmel, ser, przyprawy – to z nich powstawały rzeźby i instalacje, które z czasem pleśniały, topniały, zmieniały zapach i kolor. Roth świadomie wprowadzał do galerii proces biologicznego rozkładu. Interesowało go, jak dzieło funkcjonuje w czasie, jak wymyka się kontroli twórcy i konserwatora. W świecie, który przyzwyczaił się do myślenia o sztuce jako o czymś trwałym i zabezpieczonym, jego prace bywały kłopotliwe. Konserwacja rzeźby z sera wymaga zupełnie innego podejścia niż opieka nad brązem czy marmurem.

Istotną częścią jego dorobku były tzw. „literatury” – eksperymentalne książki artystyczne, w których tekst rozpadał się na fragmenty, powtórzenia i gry językowe. Roth operował ironią i absurdem, podważał autorytet autora, mnożył wersje i warianty. Interesowała go masowość druku, ale też jego podatność na deformację. Powstawały publikacje o niewielkich nakładach, często realizowane własnym sumptem, balansujące między dziełem sztuki a prywatnym notatnikiem.

W latach 60. i 70. intensywnie współpracował z innymi artystami, m.in. z Richardem Hamiltonem. Przenosił się między Islandią, Szwajcarią, Niemcami, Stanami Zjednoczonymi i Wielką Brytanią. Islandia zajmowała w jego biografii miejsce szczególne – tam wykładał, tworzył i nawiązywał ważne relacje artystyczne. Mobilność nie była dla niego dodatkiem do kariery, lecz sposobem funkcjonowania. Zmiana kontekstu kulturowego stymulowała kolejne pomysły.

Roth chętnie rejestrował codzienność. Tworzył wielogodzinne nagrania wideo, dokumentujące zwykłe czynności: pracę w pracowni, rozmowy, momenty nudy. To archiwizowanie życia w jego najbardziej prozaicznym wymiarze wpisywało się w zainteresowanie procesem i upływem czasu. W epoce przed nieustanną obecnością kamer takie działania miały w sobie coś prowokacyjnego – jakby artysta pytał, gdzie właściwie zaczyna się i kończy dzieło.

Nie unikał autoironii. Potrafił wystawiać własne porażki, niedoskonałości, a nawet chaos jako element programu twórczego. Zamiast budować spójny wizerunek „mistrza”, pokazywał artystę uwikłanego w przypadek, zmęczenie, nadmiar. Jego instalacje bywały przeładowane, brudne, pełne nagromadzonych przedmiotów. Estetyka niedoskonałości nie była efektem braku dyscypliny, lecz świadomym wyborem.

Dieter Roth zmarł w 1998 roku w Bazylei, pozostając jedną z najważniejszych postaci europejskiej neoawangardy drugiej połowy XX wieku. Jego prace znajdują się dziś w kolekcjach największych muzeów, ale wciąż wymykają się łatwemu oswojeniu. Rozkładająca się czekolada, pocięta książka czy wielogodzinne nagranie z pracowni nadal stawiają pytanie o to, czym jest dzieło sztuki i jak długo powinno trwać.

(fot. Wikipedia)
#DieterRoth